Powstanie Warszawskie to nie produkt!

73 lata (i 4 dni) temu o godz. 17 pięćdziesiąt tysięcy ludzi, w znacznej większości młodych i bardzo młodych, stanęło do walki, by stawić czoła znienawidzonym hitlerowskim okupantom. Przez 63 dni morderczej, z góry skazanej na porażkę walki śmiercią bohaterów poległo w granicach 10 tys. żołnierzy i nawet 200 tysięcy cywilów. Minęły 73 lata i Powstanie Warszawskie stało się produktem marketingowym. Produktem, który usiłuje szczególnie zawłaszczyć jedna grupa społeczna, która nie zwykła słuchać głosu rozsądku.

Powstanie jest modne

Opinie na temat sensowności wybuchu naszego najtragiczniejszego narodowego zrywu pozostawiam każdemu z szanownych Czytelników. I choć akurat dla mnie Powstanie od początku było strategiczną porażką, awanturą wywołaną przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia na co skazują kwiat polskiej młodzieży, być może z inspiracji sowieckich służb specjalnych (którym wygodnie było pozbyć się kwiatu polskiej młodzieży), w żaden sposób nie umniejsza to niewiarygodnego heroizmu Bohaterów.

I dlatego zastanawiam się jak Oni zapatrują się na to, że zryw ich życia stał się jednym z wielu produktów konsumpcyjnego świata. Że „kotwica” i biało-czerwona opaska to tylko elementy graficzne koszulek, które można kupić w tysiącach miejsc w całej Polsce. Że malowany wszędzie symbol Polski Walczącej opatrzył się i spowszedniał. Że stał się czynnikiem, który – jak to w świecie wolnego rynku – po prostu lepiej „sprzedaje” konkretny towar. Że, gdy zbliża się 1 sierpnia, każdy ubiera się w „powstańczą” koszulkę. Poprawia zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych tak, by „wyglądać powstańczo”, bo przecież „pamiętamy”. Pytanie, ile osób robi to z szacunku do Powstańców, a ile dlatego, że robią tak inni, bo tak wypada, bo to modne?

Grób Rudego i Alka, Kwatera Brzozowych KrzyżyOgrzać swoje ego w cieple Bohaterów

Zastanawia mnie jak Powstańcy zapatrują się na to, że wielu z najbardziej zagorzałych piewców ich poświęcenia nie tylko 73 lata temu ale nawet teraz byłoby ostatnimi osobami pasującymi do harcerstwa, skąd przecież wywodziło się gros żołnierzy powstania. Przemoc (bynajmniej nie wobec okupanta), nadużywanie alkoholu, wulgarne zachowanie, nieukrywana nienawiść do każdego, kto myśli inaczej, niesienie „dobrej” nowiny pięścią i butem. Przesadzam? Cóż, ja w gronie tych, którzy najgłośniej krzyczą, widzę przede wszystkim osoby o mentalności kibola. Jeśli nie per se ludzi, którzy w weekendy zasiadają na trybunach stadionów, niekoniecznie dopingując kulturalnie i racząc się soczkiem. Czy ci ludzie stanęliby z karabinem w ręku, gdyby było trzeba? Czy bardziej chodzi o to, że chcą się ogrzać w cieple ich chwały i podbudować poczucie własnej wartości, sami nie znosząc sprzeciwu? I jak podoba się to prawdziwym Bohaterom 63 sierpniowych dni?

Powstanie to nie koszulki!

Dla mnie pamięć o powstaniu i poświęceniu tych chłopców i dziewcząt u progu dorosłego życia to harcerze stojący na baczność przy pomnikach Bohaterów. To wyciskające łzy z oczu harcerskie piosenki o tamtych czasach. To wzruszający mnie niezmiennie grób „Rudego” i „Alka” w Kwaterze Brzozowych Krzyży na Powązkach. To nawet Patriotyczna Gra Komunikacyjna. A na pewno nie kark w koszulce ze znakiem, za który można było skończyć na Pawiaku, a nawet w Oświęcimiu. Kark, który choć faktycznie drze się: „Cześć i chwała bohaterom!” kiedy tylko może, jego codzienne zachowanie nie predestynuje go do tego, by choćby stanąć u boku Bohatera.

Nie wiem, jak Was, ale mnie to wszystko cholernie mierzi.