Rozpie**lol, czyli Tiger bez mózgu

(ostrzeżenie – będą brzydkie słowa)

Stop make stupid people famous! Nie wiem, kto to powiedział pierwszy, ale wiem, że ten zwrot powinien stać się motto ery internetu. Dlatego też nie wrzucę ani obrazka, ani linka, dotyczących tego, o czym będę pisał, a co wyczynili marketingowcy marki Tiger. Nie będę robił bałwanom ruchu, a obrazki nie są niezbędne do opisu. I Wam też odradzam szukanie. Przecież im o to chodzi – nieważne jak piszą, byle nazwy nie pomylili.

Rozpie**lolacze

Grupa docelowa napojów energetycznych, zwanych również mózgojebami, to w znacznej części specyficzni ludzie. Tak mi się wydaje. Nie tacy jak ja, którzy czasami muszą się wspomóc tą tablicą Mendelejewa w puszce, gdy kawa to za mało. Dla nich energetyki to norma, styl życia wręcz – toż nikt nie wytrzymałby całego weekendu i przeskakiwania z imprezy na imprezę. Siłą rzeczy więc język i styl przekazu marki są – hmmm – mocno specyficzne. Ja np. nie wyobrażam sobie promocji marki hasztagiem #rozpierdlol. Jestem na to zbyt kulturalny. Ale generalnie niech sobie robią co chcą, póki znacząco nie przekroczą granicy dobrego smaku. Well – udało im się.

1 sierpnia – Dzień Pamięci
Chrzanić co było, ważne co będzie

Coś Wam nie gra? Mi nie gra jak cholera, biorąc pod uwagę, że dodatkowo hasło zostało obdarzone „gustownym” fuckiem z czerwoną kokardką. Nie tylko w kontekście tego, co pisałem raptem tydzień temu. Co więcej, kiedy przyjrzymy się retoryce marki przez ostatnie miesiące, nie potrafię uwierzyć, że to był przypadek. Dorzucając do tego jeszcze pożal się Boże przeprosiny pożal się Boże agencji, ociekające ironią…

Tiger łowca klików

Signum temporis, drodzy Państwo. Dożyliśmy czasów, w których nie ma świętości. A na pewno nie wtedy, gdy ich szarganiem można zarobić parę klików więcej. Gdy można pochwalić się w raportach do klienta, że „tyyyyyyle ruchu na**bało”! Targety zaliczone? Zaliczone. Kasa się zgadza? Zgadza. Tylko to nie jest koszmarny przypadek, gdy nie znający specyfiki internetu urzędnik bierze zdjęcie „Baczyńskiego” z Wykopu nie mając pojęcia, że to młody Józef Stalin. To jest czyste, obliczone na traffic skurwysyństwo. Pomysł kolesia, który siedząc za biurkiem zatarł rączki, że teraz na pewno o marce będzie się mówić, bo jest dla takich nowoczesnych, wyluzowanych młodych ludzi, no po prostu rozpierdlol! Kolesia, którego teraz może napędzać Tiger tylko dlatego, że ludziom młodszym od niego 73 lata temu adrenalinę dawały świszczące nad głowami esesmańskie kule. Copywritera, któremu po weekendowym „zgonie” rano wystarczy wiadro wody i pójdzie do pracy. 73 lata temu nawet Tiger by nie pomógł. Zgon oznaczał leżące na ziemi zwłoki przyjaciela, albo dziesiątki tysięcy wymordowanych mieszkańców warszawskiej Woli.

Obyś gnoju miał co noc koszmary. Bo w to, że zrozumiesz jak durny numer odwaliłeś, niestety nie uwierzę.

Mam nadzieję, że teraz Maspex i każda myśląca firma na rynku dopiero zrobią „pomysłowej” agencji prawdziwy „rozpierdlol”.

Update

Tekst pisałem w środowe popołudnie na emocjach. Od tamtej pory nieco się zmieniło. Ludzie odpowiedzialni za ten skandal (podobno) stracili pracę, firma Maspex wpłaciła 500 tys. złotych dla Powstańców, a jej prezes i współwłaściciel udzielił ciekawego wywiadu Krzyśkowi Stanowskiemu. Czy poprawia to moją opinię o marce? Tak, ale częściowo, bo albo ktoś akceptował wyrzygi agencji albo ktoś dał im wolną rękę. Jedno i drugie nie świadczy dobrze o zleceniodawcach. Czy powyższe zmienia wymowę tekstu, powód dla którego powstał? Nie. Bo to nie o Maspeksie ta historia, tylko o zepsuciu – kurde w zasadzie nie branży marketingowej, tylko nas wszystkich. Skoro jest podaż na taki sposób przekazu, to się go kreuje. I to jacy – jako ogół – jesteśmy niewiarygodnie prości, wciąż, niezmiennie boli.