Huawei Mate 10 Lite – Ekran i cena kontra kompromisy

Czuje się jak dinozaur, bo wciąż pamiętam czasy, gdy na urządzenia Huawei patrzyło się z mieszaniną pogardy i zaciekawienia, parskając „Phi, chińszczyzna…”. Teraz nazwę firmy trzeba wymawiać z szacunkiem (i poprawnie – „Ła-łej”), bo logo z pawiem to już podium smartfonowego rynku. W mojej opinii tej sytuacji nie zawdzięcza wyłącznie flagowcom, a bardziej telefonom ze średniej półki na bardzo dobrym poziomie. Takim, jak Huawei Mate 10 Lite.

Pod-nad-flagowiec?

Trochę nie nadążam za Huaweiem, podobnie zresztą jak za Samsungiem. No bo skoro seria P jest określana mianem flagowca, to czym jest Mate? „Nad-flagowcem”? A na dodatek jeszcze teraz, gdy w edycji 10 dochodzi Mate 10 Pro (nad-nad-flagowiec?) i dzisiejszy bohater, Mate 10 Lite (pod-nad-flagowiec)? Dziwne.

Dobra, ale pytanie, czy taki sprzęt w ogóle ma sens? Na pierwszy rzut oka zdecydowanie tak, bo już biorąc go do ręki nie można mu niczego zarzucić. Jest aluminium, jest szkło, jest czytnik odcisków palców – serio, dla mnie pod tym względem tak mógłby wygladać zwykły Mate, „nie-lajt”. No i ekran! Chwała LG, Samsungowi i du… no dobra, przesadzam 😉 Nie zmienia to faktu, że – co piszę do znudzenia – zawsze nienawidziłem wielkich ramek wokół ekranu i jestem fanem telefonów, gdzie wreszcie je wywalono, a w zamian wrzucono panel 18 (albo 18,5):9. Efekt jest taki, że w codziennym używaniu w żaden sposób nie bolało mnie, że mam do czynienia z niemal sześciocalowym ekranem. Był… no taki zwykły, standardowy. Choć mógłby być nieco ładniejszy w odbiorze, ale OK- mówimy o telefonie dwukrotnie tańszym od bazowego, na czymś trzeba oszczędzić. 95% ludzi weźmie ekran IPS LCD Full HD z pocałowaniem ręki, ja jestem – hmmm – nieco spaczony.

Lite, ale nie w wydajności

Tym bardziej, że w codziennej pracy Mate 10 Lite trudno wiele zarzucić. Wydajnościowo daje radę, nie muli (na wczesnym samplu nie mogłem niestety odpalić benchmarków), nie wyrzuca aplikacji, ani nic takiego. Kirin 659 z coraz popularniejszymi (o tempora, o mores! 😉 ) na średniej półce 4 gigabajtami RAMu radzi sobie świetnie. Lite nie oznacza też kompromisów w istotnej dla Huawei kwestii mobilnej fotografii. Ba – to jeden z niewielu telefonów, gdzie mamy do czynienia z czterema (!) aparatami – z tyłu 16+2 Mpix, zaś z przodu 13+13. Efekt? Sporo magii, którą możemy wyczyniać przed, w trakcie i po wykonaniu zdjęcia, z naciskiem na popularny bokeh, czyli rozmycie tła – również przy zdjęciu portretowym (a te możemy doświetlić przednim fleszem!).

Huawei Mate 10 Lite to naprawdę godna uwagi propozycja w zakresie „średnia-wyższa półka”. Choć Huawei w ostatnim czasie robił wrażenie, że powoli acz dynamicznie wycofuje się z filozofii „robimy tanie i dobre telefony” na rzecz „robimy telefony dobre i bliskie cenie konkurencji” przy Mate 10 Lite można odetchnąć z ulgą, że nie musi tak być. I o ile dla mnie ten telefon dyskwalifikuje brak NFC (sorry, jestem maniakiem Android Pay, nic nie poradzę), to jestem świadom tego, że są tacy, którym to nie przeszkadza, a szukają telefonu niedrogiego, wydajnego i dużego. Cóż – e voila!