Piwo się zepsuło, czyli czy warto leżakować kefir?

Łukasz Matusik, znany również jako Typ z Piwolucji popełnił ostatnio bardzo fajny tekst. Przeczytajcie sami, bo warto, ale generalnie TL;DR – sensoryka jest jak dupa, każdy ma swoją, a w ogóle, to jeśli chcesz wszystko wyczuwaj, to trenuj, trenuj, trenuj. A wtedy nie tylko będziesz wyczuwać zapachy, ale i wady będzie ci łatwiej znaleźć. No właśnie…

Miało być o piwie, tzn. konkretnym piwie, ale wczoraj wieczorem, wiedząc, że spóźnię czwartkowy tekst, zmieniłem zdanie. Nie snobuję się nigdy na piwnego sensoryka. Jestem świadom swoich braków, wiem, że często wiele zapachów zlewa mi się w jeden i określam go mianem „jakiś taki x”. A wad to w ogóle nie mam ochoty szukać, bo po co psuć sobie picie szukaniem do czego by się tu przypierdzielić? No ale czasem się trafi samo.

Kefir i maślanka

652 m n.p.m. Świetny porter z Browaru Podgórz, jak widzicie pod linkiem – rozpływałem się swego czasu w zachwytach nad nim. Więc, gdy w Chmielarni zobaczyłem, że mają na kranie warkę sprzed roku, aż mi ślinka pociekła i prędzej czy później szkło z ciemną zawartością musiało trafić w moje ręce.

Chwyciłem, powąchałem – i wyczułem czekoladkę. Mleczną – w sumie to nic takiego, mleczna czekolada w porterze to jak najbardziej fajna rzecz, prawda? Gorzej, że po zamerdaniu okazało się, że w mleku czekolady jest tyle, co kot napłakał. Czy raczej w maślance – bo zapach był mleczno-śmietanowy, gęsty, wyraźnie kwaskowy. Tak więc szkło do gardzieli przechyliłem niczym Anna Patrycy (#kmwtw 😉 ) – z pewną taką nieśmiałością. I słusznie, bo niestety smak nie tylko dorównał zapachowi, ale wręcz go przewyższył. Czułem się jakbym pił mieszaninę maślanki ze skwaśniałym kefirem, przyprawioną nutką czekolady. Nie dałem rady – musiałem wylać.

W czym tkwił problem? Nie znam się na piwowarstwie na tyle, by tutaj określić przyczynę, ale czułem skutek, a ten w smaku wydawał się wręcz nie do końca bezpieczny dla zdrowia. Co ciekawe, to prawdopodobnie była ta sama warka, nad którą się rozpływałem na blogu. Tamtą jednak piłem po pierwsze z butelki, a po drugie – dość szybko po rozlewie (i uprzednim rocznym leżakowaniu w tanku). A morał z tej bajki jest taki, że nie każde piwo starzeje się dobrze i czasami warto się zastanowić, czy leżakowanie jest dobrym pomysłem. Gdyby to był jakiś zagraniczny sztos, za którego dałbym worek kasy, i smakowałby tak gównianie, to chyba rzuciłbym w ścianę butelką.

Atencyjna fotografia grzybka kefirowego wzięta z Wikimedia Commons, na licencji CC-BY-2.0