Fitbit Blaze/Alta HR – Wybieram trenera

Jestem fanem cyfr, wszelkiego liczenia, kwantyfikowania życia, w ogóle tego typu aktywności. Np. ludzie po prostu czytają książki, a ja sobie notuję, co przeczytałem, kiedy, w jakiej formie i jak oceniam. Po prostu nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować, choćby sam ze sobą. Dlatego jestem wymarzonym klientem dla producentów inteligentnych zegarków i opasek. I dlatego trafiły do mnie na testy Fitbit Blaze i Fitbit Alta HR.

„Zeżarli nasze święte…”, tzn. Pebble zeżarli

Pochodząca z San Francisco firma Fitbit to jeden z prekursorów fitness trackerów. Ich pierwszy produkt, Ultra, nawet nie opaska, tylko clip przypinany do ubrania, wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu. 6 lat to w technologii przepaść, dla porównania wspomnijmy, że chodzi o ten rok, gdy na rynku zadebiutował Samsung Galaxy S… II. Toż to epoka kamienia łupanego. Tak sobie przez lata robili swoje mniej lub bardziej (głównie to drugie) udane produkty, kierowane do coraz bardziej rosnącej grupy klientów, ale wciąż to nie o nich mówiło się najwięcej i nie oni najwięcej zarabiali na urządzeniach ubieralnych. Aż niecały rok temu kupili odchodzący w niebyt startup Pebble, a geekowie hipsterzy zatrzęśli się z oburzenia.

Opaska jak opaska

Efekt połączenia możliwości obu firm, smartwatch Fitbit Ionic, trafi do mnie za jakiś czas. Póki co mam jeszcze okazję bawić się dwoma innymi, mocno różniącymi się od siebie produktami – opaską Alta HR i zegarkiem Fitbit Blaze.

Wypuszczona na rynek w tym roku Alta HR to produkt, który nieodparcie przywodzi mi na myśli wygranego przeze mnie rok temu na konferencji Charge HR. W zasadzie to bardzo podobne produkty – w obu przypadkach mamy wąską opaskę z wzbudzanym wstrząsowo (trzeba w niego pierdyknąć) monochromatycznym ekranem, optyczny sensor tętna, powiadomienia ze smartfona, gumowe paski i brak integracji z zewnętrznymi serwisami fitnessowymi. Różnice? Przede wszystkim SmartTrack, czyli automatyczne rozpoznawanie rodzaju treningu i jego logowanie oraz… wymienne paski. Tak, tak – mój Charge HR wylądował na półce, gdy zaczęła od niego odchodzić guma (mam wrażenie, że mój pot ma w sobie coś dziwnego, to samo miałem z Garminami), a gdyby miał wymienne paski, być może nosiłbym go do dziś.

Fitbit Blaze – na ćwiczenia i do garniaka

Blaze to już inna para kaloszy i na upartego i do garnituru można by go było założyć. Oczywiście po uprzedniej wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem (w zasadzie dwoma, bo paski są dwa). Jak widziałem w sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Dość gruba (czyli trzeba się mocno postarać, by zrobić jej krzywdę) aluminiowa ramka, z osadzonym wewnątrz kwadratowym trackerem wygląda oryginalnie i intrygująco, a ja jestem w grupie tych, którym się podoba. Dodatkowe wietrzenie pocącej się ręki na górze i na dole to też super sprawa jeśli chodzi o ergonomię.

Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku z prawej strony, bądź po uniesieniu ręki (zazwyczaj mu się to udaje, rzadko trzeba machać łapą więcej, niż raz). Interfejs jest intuicyjny, kolory soczyste, widoczne w pełnym słońcu, a bateria wystarcza nawet na pięć dni(!). Dobra, w tym ostatnim jest kruczek – Fitbit Blaze, niczym pasożyt 😉 – w czasie treningu korzysta z GPSu… telefonu. Nie przypadkiem umieściłem tę cechę zarówno w plusach, jak i w minusach. Minus oczywisty – jeśli chcemy zapisać trasę, musimy i tak wyjść z telefonem. Plus – oczywiście oszczędność baterii urządzenia.

Trener na nadgarstku

Interfejs urządzenia jest intuicyjny tak, że bardziej się nie da. Nie musiałem szukać instrukcji, ani nawet się zastanawiać – po przesunięciu palcem w lewo na ekranie pojawiają się: Today (czyli nasze osiągnięcia z dziś), Exercise (do wyboru: bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar i Relax to nowości, którym warto się przyjrzeć – pierwszy to trener fitness, drugi zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. W pierwszym przypadku mamy predefiniowane rozgrzewkę, ćwiczenia siedmio- i dziesięciominutowe. Po ich uruchomieniu na ekranie pojawia się informacja co mamy robić, a o czasie zakończenia ćwiczenia zegarek informuje nas wibracją. Przy relaksacji natomiast najpierw musimy się wyciszyć a następnie wdychać i wydychać w miarę jak okrąg na ekranie rośnie i maleje.

Warto?

Oba urządzenia działają płynnie (choć wolę interfejs Fitbit Blaze, niż wymagający tłuczenia w ekran w przypadku opaski), dysponują akcelerometrem, bardzo dokładnym pulsometrem i wysokościomierzem, potrafią same rozpoznać i zapisać rodzaj naszego treningu, no i… „wzbogacają” naszą kolekcję o kolejną dedykowaną ładowarkę. Oba – jak już wspominałem – są od siebie kompletnie różne, który więc wybrać? Cóż… droższy. Choć brzmi to bez sensu, to w sytuacji, gdy opaska to wydatek od 150 do 170€, zaś zegarek jest zaledwie 30 euro droższy, taki wybór to – jak mawiają Amerykanie – no brainer. Alta HR to opaska jakich wiele. Fitbit Blaze za niecały 1000 PLN to ciekawa alternatywa dla urządzeń droższych, lub „mniej mających”. Chyba, że się Wam nie podoba, wtedy nic nie poradzę. #umniedziała 🙂

 Fitbit BlazeFitbit Alta HR
ekran1,58", kolorowy, dotykowy1", mono, uderzeniowy,
system operacyjnywłasnywłasny
procesor/RAMb.d.b.d.
sensory3-osiowy akcelerometr, pulsometr optyczny, wysokościomierz3-osiowy akcelerometr, pulsometr optyczny, wysokościomierz
bateriado 5 dnido 7 dni
wodoodpornośćdeszcz, zachlapanieb.d.
innePreprogramowane aktywności, SmartTrack, sesje oddechowe, fitness coach, pomiar snu, notyfikacje z telefonuSmartTrack, pomiar snu, notyfikacje z telefonu
zaletyIntuicyjny interfejs; dokładny pomiar tętna; szczegółowa analiza snu; wizard treningów oddechowych i fitnessowych; wymienne paski; Connected GPSIntuicyjny interfejs; dokładny pomiar tętna; szczegółowa analiza snu; wymienne paski
wadywłasny standard ładowarek; kontrowersyjny wygląd; ...brak GPS; brak zgodności z Endomondowłasny standard ładowarek; brak zgodności z Endomondo; cena
główne przeznaczeniezegarek z nutką fitnessufitness
cena******
podsumowaniePrzyjemny zegarek, który po wymianie paska można na upartego nosić do garniaka. Trener fitness na ręku, ale jeśli chcemy zobaczyć gdzie biegliśmy, to niestety trzeba brać telefonOpaska fitnessowa, jakich wiele. Przy tak niskiej różnicy w cenie u mnie przegrywa z Blaze'em.