Browars/Piwoteka Warka Obiecana – Wino gryczane, piwo miodowe

„Ty, u mnie na wsi jest browar! Kraftowy!” – taka radosna nowina zabrzęczała mi ostatnio na Hangoutach. Kumpel dom rodzinny ma na południu kraju, ale nie musiałem szukać info, bo po chwili przyszła kolejna wiadomość, że chodzi o Browars. Well – po 3 minutach dostał już tą samą drogą zamówienie 😀 Nie przesadzałem, oprócz RISa (którego póki co nie mają) zażyczyłem sobie Warkę Obiecaną – buckwheat wine, czyli wino gryczane, uwarzone w kooperacji z łódzką Piwoteką.

Piwo z kaszą? WTF?

Różne dodatki w piwie widywałem (i pijałem rzecz jasna), ale kasza gryczana nieco mnie zafrapowała. Przypomniałem sobie od razu obiady, gdzie zamiast ziemniaków, czy ryżu na mój talerz trafił właśnie ten dodatek i odczułem… kurczę, może nie niepokój odczułem, ale faktycznie mocno się zaciekawiłem. Otwórzmy zatem.

Piwo otwierałem dość chłodne, było czuć po dotknięciu butelki, że jeszcze do końca się nie ogrzało, więc zapachy pojawiały się i wzmacniały z minuty na minutę. Inna sprawa, że nie było ich zbyt wiele. W zasadzie było słodowo i – to zapewne efekt wspominanej kaszy w kotle – miodowo. Tak jest, wino gryczane+kasza gryczana=miód gryczany. Ta miodowość w pewnym momencie stała się tak wyraźna, że zastanawiałem się, czy piwo (wino? 🙂 ) nie jest przypadkiem utlenione. Ale nie – warka relatywnie świeża (i Obiecana 😉 ), a miód jednak miał w sobie tę specyficzną „gryczaność”.

Piwne wino gęste niczym miód

Ekstrakt 24 BLG – piwo leje się jak olej. Zdarzają się wyjątki, ale one generalnie potwierdzają regułę, w której zawiera się również Warka Obiecana. Gęsto w szkle, gęsto w zapachu, gęsto w smaku. Jest ciężko, oleiście, bardzo miodowo, z lekkim drapaniem w gardle. Zastanawiam się, czy to wina chmielenia, czy po prostu tak wbiłem sobie w głowę tę kaszę, że czułem ją również w taki sposób. Trunek od Browarsu z Limanowej i łódzkiej Piwoteki jest wybitnie degustacyjny. Aż za bardzo, bo wręcz trudno się je pije, a po wykończeniu półlitrowej butelki miałem wrażenie, że zeżarłem żubra (przez małe „żet” 😉 ) z kopytami. Efekt siada na żołądku, sercu i wątrobie. W efekcie następnego dnia rano – mimo tylko jednego piwa – ciężko mi się wstawało.

Nie pomogła też sytuacja, że przez cały czas czuć było alkoholowość, którą na drugiej szali wraz z ogrzewaniem kontrował miód. Do końca mu się nie udało, więc nie żałuję, że kupiłem nieco więcej – druga butelka poczeka do kolejnej zimy, mam przeczucie graniczące z pewnością, że jak alkohol się ułoży, to będę mógł ocenić moje pierwsze gryczane wino lepiej. Póki co – jeśli lubicie duże ekstrakty i wytrawność starającą się wytłumić słodyczkę, warto spróbować. Ze świadomością porannych konsekwencji oczywiście.