Kim jest locha – to świat zwariował, czy ja robię się stary?

„Co robi dzik na zamku? Penetruje lochy! (i tu miejsce na obleśny rechot)”. Zacny suchar, milordzie, prawda? W razie gdyby ktoś nie wiedział, wspomogę się definicją, wybaczcie, że tylko via Wikipedia:

locha (maciora) – dorosła samica świni domowej użytkowana rozpłodowo;

Zakładam, że już każdy wie o kim mowa, a ci którzy nie chorują na wege (hihi 😉 ) spotykają się z tą panią regularnie, na talerzach. Generalnie więc wydawać by się mogło, że skoro locha to duża świnia, nazwę „loszka” używamy w stosunku do małej, prawda? Ano nie – według Miejskiego Słownika Slangu tym mianem określamy bowiem… dziewczynę/kobietę.

Depresja to choroba…

Nikt mi nie wmówi, że to jest normalne. No k***a NIKT. W erze internetu i szeregu wszystkowiedzących niektórym wydaję się dziwny, bowiem zamiast niektórym przyklaskiwać, usiłuję im co nieco wytłumaczyć. Ostatnio głównie o tym, że depresja i ogólnie choroby psychiczne to nie jest temat, z którego wypada robić sobie jaja, ewentualnie zarzucać je każdemu politykowi z nielubianej przez nas opcji. Narobiłem sobie przez to pewnie paru wrogów, ale mam to w dupie. Depresja to poważna, często śmiertelna choroba, a nie transparencik, który możemy sobie powiesić nad każdym, kto dziwnie się zachowuje. Jeśli ktoś chce poczytać o tym coś mądrego, polecam bloga Moniki Kotlarek. A drugi dyżurny temat to właśnie rzeczone „loszkowanie”.

…a locha to samica świni!

O czym się dowiaduję, zwracając komuś uwagę, że nie przystoi tak określać kobiety? Ano o tym, że świat się zmienia, że język też się przystosowuje do nowych czasów (!?), że to wcale nie ma wydźwięku pejoratywnego (serio???!!!), mam wyjąć kija z dupy, a w ogóle to mój interlokutor tak czasami mówi do żony i ona się nie obraża. Well, z najbliższymi można pozwalać sobie na nieco więcej, bo i uwarunkowania są inne, są ponoć tacy, którzy przy łóżkowych igraszkach potrafią zwrócić się do partnerki słowami: „Ssij, suko!”, a generalnie na co dzień oboje są dla siebie do rany przyłóż, więc jakoś ta argumentacja mnie nie przekonuje. Sugerowałbym na przykład odbierając bilety w kinie powiedzieć pani kasjerce „Dzięki, loszko”. Tylko warto przyszykować się na późniejszy strzał w ryja.

Nikt mnie nie przekona, że są jakiekolwiek argumenty na odzywanie się tak do kobiet. Rozumiem, że jak panowie tacy wyluzowani to są zdania, że na świat też wydały ich lochy? Wiem, świat się zmienia, ja mam 41 lat, ale tak jak nie sra się na środku pokoju, nie kładzie na środku ulicy, nie zakłada majtek na głowę (i pewnie jeszcze parę innych rzeczy by się znalazło), tak – nawet w świecie feminizmu i dżendera – nic nie upoważnia nas do zapomnienia podstaw kultury osobistej! 

Nie ma mojej zgody na określanie kobiety mianem locha, czy loszka. Nie ma i nie będzie, nie tak mnie wychowano, i nic tego nie zmieni.

Szanowni Czytelnicy, a co Wy sądzicie? Czy to ja jestem nienormalny i archaiczny, czy jednak są pewne zmiany w kulturze, których nie powinniśmy akceptować?

Zdjęcie lochy z małymi autorstwa: Wikimedia/Filip Dąbrowski, na licencji Creative Commons Attribution

  • redmad

    Tak, jesteś całkowicie normalny. Mam nadzieję że pomogłem.

    • chceto

      Ulga… Dzięki.

  • Jak to było w tym kinie? Dziękuję loszko! 🙂 Rewelacja..