Grodziski Porter – Słońce razem z księżycem

Dwa piwo z Fortuny w ciągu niewiele ponad miesiąca? Świat się do góry nogami przewraca, jak mawiała moja ś.p. Mama 🙂 Ale z drugiej, tej ważniejszej, strony – myślę, że to dobry znak, że po bardzo dobrym Komes Barley Wine na tapetę trafia kolejne piwo z Grodziska/Miłosławia. No chyba, że wcale nie okaże się smaczne 😉

Dwa polskie skarby w jednej butelce

Porter bałtycki to piwowarski skarb Polski, tak jak lew jest król dżungli. Co do tego nie ma wątpliwości. Tym niemniej skoro bałtycki to niekoniecznie tylko nasz, bo – było nie było – basen „naszego” morza obejmuje jeszcze parę krajów. No ale mamy przecież nasz jedyny, rdzennie polski styl, czyli Grodziskie. Z jednej strony ciemne, ciężkie piwo o wysokim ekstrakcie, z drugiej zaś – leciuteńkie, jasne, o kompletnie innym profilu smakowym, z charakterystycznym jak nigdzie indziej dymem z wędzonych słodów. Jak ogień i woda – czy raczej słońce i księżyc, gdy spojrzeć na barwy obu trunków. Jak to pogodzić w jednej butelce? Sprawdźmy.

Charakterystyczny dymek, który unosi się po otwarciu butelki zdecydowanie krzyczy: „Heloł, jestem grodziskie!”. Bez dwóch zdań wędzonka jako pierwsza strzela po nosie, tego zapachu nie da się pomylić z niczym innym. Charakterystyczne dla portera nuty czekolady i kakao wyglądają najpierw delikatnie zza węgła, by dopiero w miarę ogrzewania trunku w szkle przepychać się bardziej zdecydowanie i ostatecznie wepchnąć się przed wędzonkę w kolejce do naszego nosa.

Grodziski porter pyszny jak kraftowy

W smaku przede wszystkim obawiałem się zbytniej wodnistości. Moje arystokratyczne 😉 gardziołko przyzwyczajone do porterów 22 BLG i więcej (albo domowym sposobem wymrażanych) mogło zapłakać rzewnie nad tak niskim ekstraktem. Tymczasem – szok – nic z tych rzeczy. Nie czułem, że grodziski porter to wywar „zaledwie” 19 BLG, pełnia smaku była idealna, a sam smak okazał się być bardziej wytrawny, niż się spodziewałem. Ryja nie wykręca, nic z tych rzeczy, ale to zdecydowanie jest czekolada przede wszystkim gorzka, do tego ziarniste kakao, oczywiście standardowo – im cieplej, tym więcej. Zmartwiłem się tylko, że akurat zmysłem paszczowym nie poczułem już wędzonki 🙁

Gęba mi się śmieje, gdy widzę browary bliższe jednak korporacyjnym, niż rzemieślniczym, które warzą takie cuda. Grodziski porter nie oczarował mnie tak jak Barley Wine spod znaku Komesa, tym niemniej takiego wywaru nie mógłby się powstydzić żaden kraftowiec. Udało się pogodzić ogień z wodą i dzień z nocą, tworząc ewidentnego, wyrazistego portera, choć górnej fermentacji, bo przecież na drożdżach grodziskich (a klasyczny „Bałtyk” to lager) i fajną wędzonką. A przede wszystkim za cenę naprawdę dla każdego, kręcącą się gdzieś tam w granicach 5 (a gdzieniegdzie nawet mniej) złotych polskich. Co więcej, można mieć nadzieję, że na jednej warce się nie skończy.

Fortuno, znów Was kocham. A Czytelnikom życzę smacznego.

 

  • Tekst do poprawy😀 Degustacja ok, ale piwo pochodzi z Browaru w Grodzisku który z Miłosławiem, Fortuną nie ma nic wspólnego!

    • chceto

      Ma, Tobie odpisałem na TT, ale reszcie wspomnę, że wspólną cechą tych browarów jest… właściciel xD