Beoplay H4 – Brać nie tylko za darmo

Znam ludzi dla których muzyka to życie, którzy nie wyobrażają sobie dnia… co tam, godziny sobie nie wyobrażają bez swoich ukochanych dźwięków, sączących się w ucho. Nie są w stanie wytrzymać w ciszy (że o szumie miasta nie wspomnę). I powiem Wam szczerze, że po tygodniu z Beoplay H4 od Bang&Olufsen jestem w stanie ich zrozumieć.

Uszy miękko otulone

Beoplay H4 wpadły do mnie niejako przy okazji, jako elementem testowanego „zestawu przedsprzedażowego” LG V30 (o nim też będzie, ale dajcie mi jeszcze trochę). Warto jednakowoż na początku zaznaczyć, że dysponuję słuchem muzycznym 2 stopnia (nie gra-gra brzydko-gra ładnie) więc wysublimowanych opisów bym się na Waszym miejscu nie spodziewał 🙂

Z H4 od początku czuć, że obcujemy z marką premium. To sprzęt z jednej strony wyglądający na masywny, z drugiej jednak zaskakująco lekki, jak na swoje rozmiary. Mimo zaledwie 235 gramów masy nie miałem wrażenia, że jakikolwiek element słuchawek „strzeli” mi w ręku. Jest mocno i solidnie. Kabel łączący obie muszle schowany jest w znacznej większości w solidnym pałąku, a same muszle (rany boskie, jakie to górnolotne i grafomańskie!) „delikatnie i miękko otulają nasze uszy). Tak, wiem, LOL, ROTFL, xD, ale faktycznie tak jest 🙂 Leżą świetnie, cielęca skóra sprawia, że uszy się nie pocą, nie sposób ich pomylić (muszli, nie uszu – w środku są opisane wielki literami L i R), ale – o czym uświadomili mnie koledzy z pokoju w pracy – od pewnego poziomu głośności przestają izolować dźwięk od otoczenia. Obsługa jest trywialnie prosta. Na prawej muszli mamy trzy przyciski, pozwalające na włączanie, parowanie, wyłączanie, wywoływanie Google Now (!), czy przełączanie utworów.

BeoPlay umie w basy

Moja żona (hej, Kochanie 🙂 ) ma specyficzne wymagania w stosunku do czegokolwiek co generuje dźwięk. Mają być basy. A w zasadzie BASY, czy wręcz BASY. Gdy założyła Beoplay H4 najpierw zrobiła skrzywioną minę, patrząc na mnie, jakby chciała powiedzieć: „Co ty mi tu dajesz?”, ale po chwili twarz się jej rozjaśniła. Dokładnie tak! Nawet ja 🙂 usłyszałem, że te słuchawki potrafią przekazać ten składowy element muzyki znacznie lepiej, niż dobrze. Jeśli utwór, którego słuchamy, da im tę szansę, od razu pokazują pazur.

A poza tym – well, poza tym jest czysto i ładnie, nie mam odczucia bym czegokolwiek nie słyszał, nie odczuwam braków w dochodzących ze słuchawek dźwiękach, słychać, że to co najmniej klasa wyżej, niż używane przeze mnie na co dzień Jabry. To trochę tak jak przełączyć się z 720p na 4K. Pierwsze jest bardzo ok i na co dzień nie widzimy problemu z korzystaniem z takiego standardu, ale gdy raz zobaczymy Ultra HD, ciężko jest wrócić do tego, co było kiedyś.

Czy zabrakło mi czegoś w Beoplay H4? Jednej rzeczy, którą – co ciekawe – mają Jabry. O ile bowiem słuchawki pamiętają 8 ostatnio sparowanych urządzeń, łączą się tylko z jednym na raz. Nie ma więc szansy, by np. oglądamy przez nas na tablecie film zatrzymał się, a dźwięk przełączył na telefon, bo właśnie ktoś dzwoni. Dobra, brakuje mi też aktywnej redukcji szumów, jednak ANC mają droższe modele Bang&Olufsen, a zdaję sobie sprawę, że tu płaci się za jakość. Więcej grzechów nie pamiętam, a co więcej – niewierni Tomasze, którzy gardzą możliwościami słuchawek bezprzewodowych, mogą podłączyć Beoplay również przy użyciu dołączonego do zestawu kabla.

Ja, mając do wydania kwotę, którą kosztują nominalnie H4, pewnie wybrałbym Bose QC 35, ale tylko dlatego, że jeśli miałbym w ogóle wydać kasę na słuchawki, to tylko z ANC. Ktoś kto ma czulsze ucho, pewnie sięgnąłby po H4. Jeśli jednak zastanawiacie się np. nad kupnem LG V30, to Beoplay H4 w przedsprzedaży dodają za darmo! I na pewno nie ma się co wahać!