Piwowarownia Kawko i Mlekosz Nu Pagadi – Mistrzowski deser

Marzec się zaczął, ale ta cholerna zima wciąż nie chce sobie pójść. A skoro tak, to od łask wciąż nie odchodzą RISy. I dobrze, bo jeśli coś jest gęste i słodkie, to znaczy, że prędzej, czy później trafi do mojego gardziołka. Z Nu Pagadi, impierialną wersją znakomitego milk stouta Kawko i Mlekosz, nie mogło być inaczej. Jedno z moich ulubionych piw (a ciężko mnie przekonać do lekkich stoutów) w dubeltowej formie? De facto mleczny RIS z wanilią? DawajmniegotuZARAZ!

Kajko, Kokosz, Wilk i Zając

Jako członek „Pokolenia ’70” uwielbiam to piwo już za samą nazwę. Kajko i Kokosz w postaci cieni wychylających się zza etykiety i jeszcze „trademark” Wilka goniącego Zająca, czyli słynne Nu Pagadi? Nawet, gdybym nie znał podstawowej wersji tego piwa, kupiłbym je za samą nazwę. A tu jeszcze „podstawka” nad którą rozpływałem się z zachwytu niemal półtora roku temu. Jak zatem jest teraz?

Oj znacznie inaczej, choćby dlatego, że technicznie rzecz ujmując było nie było mamy do czynienia z RISem! Legitne 24 BLG, no ale z racji na sporą ilość laktozy chłopaki z Piwowarowni pozostali przy nazwie Milk Stout, dodając tylko słówko o imperialności. Już od rzutu okiem na etykietę widać, że będzie słodko – historia zna przypadki kilkunastu procent alkoholu z takiego ekstraktu, a tutaj mamy 8. I nie, nie napiszę, że „zaledwie” – tej zimy piłem stanowczo zbyt dużo (jak na moją duszę łasucha) RISów, w których dominowała wytrawność.

Kawko i Mlekosz na wyższym poziomie

No i już od pierwszego niuchu wiadomo, że będzie mistrzostwo. Kawa schowała się nieco za mlecznością i wanilią, ale w zapachu Nu Pagadi przypomina mi taki deser z ciemnym biszkoptem na wierzchu i waniliowym płynnym nadzieniem. Pachnie ob-łęd-nie! Kolejne piwo, którego po prostu… nie chce się pić, mógłbym je tylko wąchać. Przynajmniej do momentu, aż ślinianki nie dadzą rady i zacznę wyglądać jak wygłodniały wilczur.

Ależ to jest gęste… Ciekawa sprawa, bo kilka dni później piłem RisFactora z Pinty i tamto 30 BLG w porównaniu do KiM wydawało się wodniste. Kawko i Mlekosz mimo „zaledwie” 24 BLG wydaje się tak gęste jak wspominane wcześniej nadzienie z deseru. I wiecie co? Wcale nie smakuje gorzej. W smaku kawa już zaczyna się rozpychać między laktozą i wanilią, ale wszystko jest kapitalnie skomponowane, niczego tu nie ma za dużo.

Kapitalne piwo do wieczornego sączenia w fotelu na koniec dogorywającej mam nadzieję zimy, za – to absolutny #cebuladeal – niecałe 14 PLN. Dla mnie – łasucha – najlepszy polski bezbeczkowy RIS ostatniego półrocza, a i sporo beczkowych przebija. Going Dark? Jaki Going Dark? 😉