Mikkeller Bar Warsaw – nareszcie!!!

Do czegoś się Wam przyznam. Dzisiejszego wpisu miało nie być. Przynajmniej do godz. 14.30. Wtedy to bowiem na Facebooku, chyba na Jepiwce, pojawił się post Grześka Korcza, że od 18 zaprasza do Mikkeller Bar Warsaw. Tak, do tego samego Mikkeller Bar Warsaw, na którego otwarcie bez mała cała kraftowa Polska czeka od roku i na cudowne piwa w którym szykuję się na… sobotę. SOBOTĘ! A tu nagle prapremiera – no i sami powiedzcie. Mogłem nie przyjść? 🙂

Mikkeller w tle schowany

Coś mi się wydaje, że Mikkel Borg Bjergsoe, „ojciec” i właściciel browaru Mikkeller, to nie jest facet, który lubi chować się w tle. A knajpa pod jego marką w Warszawie – jak najbardziej. Przez ostatnie miesiące, mimo iż niby wiedziałem, gdzie będzie MBW, byłem bardzo ciekaw, jak będzie wyglądać. Wyszło – well, znacznie lepiej, niż się spodziewałem. Na zewnątrz staromiejskie kamieniczki, ale gdy wejdziemy przez jedną z bram na Chmielnej i spojrzymy w stronę Nowego Światu, zauważymy wiel… chociaż nie, nie wielkie – spore, przeszklone „coś”, na którym tylko beergeek z daleka wypatrzy logo czołowego kraftowego browaru Europy.

Mimo tego, wciąż mam wrażenie, że Mikkeller Bar Warsaw pasuje do obrazu nawet staromiejskiej Warszawy. Na Nowym Świecie wyglądałby… no, z dupy by wyglądał, ale schowany za kamieniczkami robi wrażenie mocno intrygujące.

W środku jest zdecydowanie przytulnie, mimo wystroju (tutaj z moją towarzyszką mieliśmy mieszane opinie) – japońskiej restauracji/amerykańskiej hamburgerowni jest ciepło, przyjemnie, choć – jeśli na otwarcie przyjdą wszystkie z ok. 2 tysięcy osób, które zapisały się na wydarzenie na Facebooku – będzie ciasno jak cholera. Jedzenie (Grzesiek Korcz nie ukrywa swojej dumy z kuchennej twórczości Przemka Dłuskiego) na kartach menu brzmi intrygująco (przede wszystkim chipsy ze świńskich uszu), ale my skupiliśmy się na piwie.

Noa Pecan Bourbon BA, może nieco przydrogi, ale niezmiennie pyszny. Mikkeller SpontanWarsaw – no kurczę, jak tu nie spróbować piwa z Warszawą w nazwie! – hmmm, nie znam się na lambikach, ale pić się dało – kwaśny, octowy, dziki, bardzo orzeźwiający. Uno z kooperacji Omnipollo/Stigbergets – najlepszą oceną tego piwa jest fakt, iż towarzysząca mi dama wypiła je szybciej, niż ja 🙂 Na kranach z jednej strony relatywnie drogo, ale z drugiej – kurczę, tam nie było nawet średnich piw. Jakby komuś brakowało wrażeń, to karta puszek/butelek nie tylko zawstydzi Turbodymomana, ale wyśle bo z płaczem do domu.

Mikkeller piwnym królem Warszawy?

Bezdyskusyjnie stawię się na Chmielnej 7/9 w sobotę i po biegu Mikkeller Running Club Warsaw udam się razem ze współbiegaczami do kranów, pełnych zagranicznych i krajowych sztosów (mam dwa cele – Anniversary z Rockmilla i Hexadrupelblueberry z Mikkellera), ale jednego jestem pewien. Nie wiem, ile Grzesiek Korcz zainwestował pieniędzy (bo czasu CHOLERNIE dużo) w swój projekt życia, ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że Mikkeller Bar Warsaw to instant winner warszawskiego kraftowego rynku. Dowodem jest choćby fakt, że właśnie na dzień otwarcia MBW, sobotę 10.03, konkurencja przygotowała również spore imprezy. Kranoprzejęcie DeMolena w Jabeerwocky, dzień megasztosów w Artezanie, i to wszystko akurat w sobotę? Przypadek? Nie sądzę. Dobra, trochę żartuję 🙂 Pewnie faktycznie przypadek, ale złożyło się ciekawie. 

Jacek Materski, z którym przeprowadziłem dziś miłą rozmowę w MBW, stwierdził: „Jak nie będziesz już miał sił w sobotę w MBW to wpadnij do Artezana, otworzę specjalnie dla ciebie” 🙂 To miłe, chapeaux bas Jacku, ale myślę, że do Artezana i Jabeer dotrą w sobotę niedobitki, które będą jeszcze w stanie ustać na nogach i zostanie im jakaś kasa. Czy Mikkeller Bar Warsaw przejmie całą klientelę multitapów w centrum Warszawy? Nie sądzę, aczkolwiek mam wrażenie, że wiele osób stołeczny multitap crawling będzie zaczynać (lub kończyć) właśnie na Chmielnej 7/9. Konkurencji nie wygryzą, choćby ze względu na ceny, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że na break even z tej inwestycji Grzesiek Korcz  może liczyć bardzo szybko. Tak samo, jak w stolicy jest rynek na restauracje w stylu Atelier Amaro, tak samo znajdzie się wielu chętnych na piwo w MBW. Stawiam bitcoiny przeciwko orzechom, że rotacja na kranach, mimo chwilami naprawdę wysokich cen, będzie wyjątkowa, podobnie jak liczba chętnych na butelki i puszki z przepastnych zapasów Mikkeller Bar Warsaw. Sam będę tam w miarę regularnym gościem i nie tylko przy zaplanowanych na każdą pierwszą sobotę miesiąca biegów Mikkeller Running Club, po których członkowie klubu będą się raczyć jednym darmowym, odświeżającym piwem. Kupiłem atmosferę MBW. Podoba mi się to miejsce. Czuje się tam ciepło, trochę jak w domu. A w takim miejscu kasę wydaje się wyjątkowo chętnie.

Mikkeller Bar Warsaw – witaj. Tęskniliśmy jak cholera.