Zakaz handlu – naprawdę nie mamy większych problemów?

Dramat. Polska stanęła, 38 milionów ludzi siedzi w domach z otępieniem w oczach. Dzieci płaczą z głodu. Zakaz handlu. Pełne emocji tekstu w internecie, cierpiący celebryci na Facebooku, którym… „odebrano prawo wyboru”. Ludzie, serio – nie macie innych zmartwień? Czy w Polsce jest tak dobrze, że musimy nakręcać narodową aferę o to, że raz w tygodniu nie możemy pójść do sklepu? Kurde, nawet u mnie w robocie koledzy mało mnie nie zjedli, gdy powiedziałem, że nie mam nic przeciwko temu zakazowi. Zostałem obwołany komunistą, faszystą (w sumie zabawne takie dwa w jednym) i jeszcze parę epitetów by się znalazło. Dlatego, że – podkreślam raz jeszcze – nie mam nic przeciwko.

Czy ktoś spytał pracowników?

Mnie naprawdę nie robi różnicy, czy mogę zrobić zakupy w niedzielę. Naprawdę, potrafię skupić się na tyle, żeby zastanowić się, co będę jadł w niedzielę i zrobić zakupy wcześniej. W sobotę, albo nawet w piątek (w mojej Biedronce stałem w piątek w kolejce do kasy chyba 3 minuty). Kolega w pracy spytał: „A co, jeśli w niedzielę nabiorę ochoty na coś innego na obiad?”. Cóż – następnym razem przygotujesz się na kilka opcji. Uruchomisz mózg. Kreatywność. Pomysłowość. To nie boli, nawet taki fajny dreszczyk przechodzi.

Jestem daleki od bycia fanem „dobrej zmiany” i na początku też byłem przeciw zakazowi. Do momentu, aż nie porozmawiałem z paniami z kas w „społemowskich” halach, czy Biedronce. OK, nie zrobiłem badania na grupie kilkudziesięciu osób, było ich bodaj sześć, ale każda (!) z którą rozmawiałem, czekała na tę pierwszą niedzielę. „Proszę pana, mówienie o tym, jak to nas z pracy powyrzucają, to propaganda jest! Nie ma ludzi do pracy w handlu, nie ma ludzi na kasy. Niech pan sam zobaczy, ilu Ukraińców przyjmują. Nikogo nie wyrzucą!”.

Mam w dupie zakaz handlu

I to jest dla mnie klucz. Ja nie muszę robić zakupów w niedzielę. Pierwszą niedzielę bez handlu spędziłem z synami, obiad dla nich przygotowałem dzień wcześniej, ziemniaki do obrania i ogórek na mizerię czekały od piątku 🙂 Mogę tak robić co tydzień, jeśli dla kobiet i mężczyzn, którzy w ten dzień mieliby umożliwić mi zakupy, będzie to w jakiś sposób stanowiło ulgę (brak zakupów, nie moje spacery z dziećmi 🙂 ). Mnie zakaz handlu nie przeszkadza. I absolutnie nie zamierzam robi afery wokół tego, że sklepu są pozamykane. Naprawdę nie mamy w tym kraju innych zmartwień? Największym problemem Polaka jest to, że nie może zrobić zakupów w niedzielę??? No to chyba żyjemy w innych krajach…

Zgadzam się z tym, że z takiego rozwiązania nie wszyscy są zadowoleni. Pytanie, czy jest jakiekolwiek rozwiązanie, które zadowoli wszystkich? OK, koledzy z roboty mają trochę racji, że najlepiej by było, gdy po prostu Prawo Pracy uwzględniało obligatoryjnie dwie wolne niedziele +równie obligatoryjne płacenie za nadgodziny w te robocze. Zastanówmy się tylko, ile by to potrwało? I zastanówmy się naprawdę, w czym my jesteśmy lepsi – że gdy mamy wolne, to inni, w sklepach, muszą nam usługiwać, by my akurat teraz mamy ochotę zrobić zakupy. I gówno mnie obchodzi, jak lewacko to brzmi. To nie lewactwo – to zwykła ludzka empatia.