Sony Xperia XZ2 – Nie płaczę za Omnibalance

Wiem, że nie jestem ostatnio demonem regularności, jeśli chodzi o wpisy, ale mam nadzieję, że wciąż tu jeszcze czasami zaglądacie 🙂 To się kiedyś unormuje – myślałem, że już, ale widocznie zajmie mi jeszcze trochę czas. Tak, czy siak – warto spróbować wrócić, a Xperia XZ2 jest dobrym kandydatem na pierwszy tekst po długiej przerwie.

Czasy się zmieniają, a Sony ciągle takie samo

Lubiłem stylistykę/filozofię Omnibalance. Serio, gdy na rynku pojawiły się pierwsze nowe Xperie, byłem pod mega wrażeniem. Niemal jednolita bryła, szkło z przodu i z tyłu, gustowna aluminiowa ramka, wodoodporność, generalnie… WOW. Naprawdę. Tylko, że Xperia Z zadebiutowała 5 lat temu. Jak mawiał w „Psach” Pasikowskiego Franz Maurer: „Czasy się zmieniają, a pan ciągle jest w komisjach”. To samo było z Xperiami – świat idzie do przodu, a ja nawet nie pochwalę się nowym flagowcem Sony, bo każdy mi powie, że to przecież stary, bo wygląda dokładnie tak samo! W efekcie nowe technologie (choćby znakomite SuperSloMo z XZ1), świetne aparaty, predykcyjny autofokus, najpłynniejsza nakładka na system, nowe wersje Androida – to wszystko było wtórne, bo kluczem był fakt, że telefon Ciągle. Wygląda. Tak. Samo. A Japończycy byli konsekwentni w swoim designerskim (designowym?) uporze. Do teraz.

Xperia XZ2, czyli śliska udana ewolucja

W śródtytule zawarłem dwie kluczowe jak dla mnie kwestie. Zacznę od tej drugiej – XZ2 nie jest kompletnym zerwaniem z Omnibalance. Patrząc nań od przodu wciąż wiemy, że to Xperia, ale na szczęście biorąc do ręki, wiemy, że znacząco inna. Z jednej strony lepsza – toż to wreszcie powiew świeżości, węższe ramki (i ekran 18:9!), fajna wypukła obudowa z tyłu… No właśnie, z tyłu. Chcecie najpierw złą wiadomość, czy dobrą? OK, zacznę od złej. Te plecki są cholernie śliskie. Do tego stopnia, że gdy kładłem telefon na środku kanapy i szedłem do kuchni, po kilku minutach okazywało się, że moja Xperia XZ2 wybrała się na spacer. A, że schodków na podłogę nie było to pierdzielnęła z potężnym hukiem na podłogę. A jaka jest dobra wiadomość? Mimo, że zdarzyło się to kilkanaście razy, kompletnie nie widać tego po urządzeniu, nie pojawiła się żadna wyrazista ryska! Ale nie ukrywam, że parę razy byłem bliski zawału…

Bateria rzadko prosi o jedzenie

Generalnie jednak jak dla mnie jest świetnie. Wyrazisty ekran 5,7″ z idealnie jak dla mnie nasyconymi kolorami, aparat, który mimo słabej jak na dzisiejsze czasy przysłony robi naprawdę dobre zdjęcia, możliwość kręcenia (jako pierwszy smartfon na rynku) prawdziwych filmów 4K HDR (tak, odtwarzają się na telewizorze, wyglądają o-błęd-nie!), głośniki, które jak dla mnie jakością i dynamiką przegrały tylko z AKG z Galaxy S9+ i – to już znak firmowy Sony – rewelacyjne zarządzanie baterią. Nie rzucające na kolana ogniwo 3180 mAh nawet przy moim trybie korzystania od pobudki do wczesnonocnego podłączenia do ładowarki zazwyczaj nie domagało się jedzenia. Do tego wszystko działa płynnie, nawet moja ostatnia pasja, czyli Players Unkown Battleground Mobile nie okazała się być dla XZ2 wymaganiem ponad siły (oczywiście przy najwyższych ustawieniach grafiki). Wiem, że znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że Xperia XZ2 to telefon do bólu… zwykły. Wreszcie świeższy od oklepanej przez lata serii Z, ale położony obok S9, czy P20 Pro nie będzie się wyróżniał. Możecie mi jednak wierzyć, że niezły z niego wariat.