Nøgne Ø Dark Horizon 5th Edition

Są takie piwa, których nie pija się na co dzień. Zbiera się na nie pieniądze, potem trzyma się w lodówce, czy szafce, wyciągając, gdy pojawi się okazja. Fakt, że trafił do mnie Dark Horizon z Nøgne Ø to przede wszystkim zasługa Marcina z bloga Smakosz Piwa. Akurat tak się złożyło, że Marcin szukał niekoniecznie wypasionego netbooka, u mnie taki leżał i zbierał kurz, wystarczyła więc wymiana zdań na Messengerze i do Krakowa trafił netbook, a do mnie kilka piw, m.in. bohater dzisiejszego wpisu. „Dobra, piwo masz, a jaka jest okazja?” – zapytacie. Cóż, może powrót do pisania? 🙂

Dark Horizon zamknął Ciemną Trójcę

Black z Mikkellera, Tokyo* z Brewdoga i właśnie Dark Horizon, to piwa, o których marzyłem od początku mojej przygody z kraftem. No może prawie od początku – od momentu, gdy poznałem i pokochałem ciemne piwa. Pierwsze dwa już wypiłem i – well – dupy nie urwało. Tzn. opisywany tu na początku istnienia bloga Black był niezły (wiem, wiem – wtedy tryskałem… niech będzie, że radością 😉 ), o tyle patrząc z perspektywy lat (i opinii w sieci) mocno się zepsuł. Tokyo*? Przegrało u mnie porównawczą degustację z najsłabszą w opinii wielu 2. warką Samca Alfa. Przegięli z żurawiną, przez cierpkość nie dało się tego pić. No to co – został Horizon? Pewnego dnia, przyszedł Szwagier, przyniósł parę innych pyszności, ale to było jedno z pierwszych piw, żeby percepcja była odpowiednia.

Młodszy brat Bottle Logica

Wiem, że na świecie jest dużo świetnych RISów. Wiem, że taki Bottle Logic, czy Cycle urywają dupę, widzę po opiniach na Jepiwce i u kolegów na Untappd. Ale cóż – każdy ma takie Bottle Logic na jakie go stać (tak, mam już bilet na OMBF 🙂 ), więc trzeba zobaczyć, jak warzą na Starym Kontynencie.

Ależ. To. OBŁĘDNIE. Pachnie… W zasadzie nie musieliśmy pić, moglibyśmy to piwo tylko wąchać. Czytając oceny na Untappd trochę się obawiałem, Grzesiek Korcz w swoim wyczuł aldehyd, ale pomyślałem, że skoro to było rok temu, to może się ułożyło? OJ JAK ONO SIĘ SUPER UŁOŻYŁO! 🙂 Czekolada, taka bardzo gęsta mleczna, cuś wanilia mi w nosku zagrała, a po ogrzaniu wyszło trochę pralinek wiśniowych. A smak… Damn, beergasm. Tzn. dla łasucha beergasm, bo jeśli nie lubicie słodkich, to Wam nie podejdzie. Rozpuszczony, gęsty deser, miałem wrażenie, że to piwo da się ugryżć. A na kubkach smakowych rozgościła się wypasiona, pełna dodatków, pełnomleczna czekolada. Goździki, cynamon, wanilia… Damn, od groma tego było, może i coś źle zinterpretowałem, ale dla mnie to była taka czekolada pełna dodatkowych smakowych fajerwerków, z mnóstwem wymiarów.

Alkohol? Jeśli macie pod ręką 5th Edition, uważajcie. Zdradliwe bydlę, w ogóle nie czuć tych 16%. Pyszniutkie.

Dark Horizon - opis piwa