Premiera Wiko View 2 i View 2 Pro – kameralnie i merytorycznie

Z racji charakteru pracy (i hobby) miałem okazję być na „paru” premierach smartfonów i innych gadżetów. W zależności od firmy, pory roku, czy – zapewne – budżetu, te imprezy bywały bardzo różne. Jedna z przepychem, w strojach niemalże wieczorowych (w koszuli czułem się trochę jak lump…) na bodaj 1000 osób. Inna przyjemna, klubowa, na pewnie z 200, gdzie czułem się znacznie bardziej na swoim miejscu. Jeszcze inna w miejscu wyjątkowo „trendy”, do którego pewnie w innym przypadku nawet bym się nie zbliżył. Francuska firma Wiko, od pewnego czasu mocno łomocząca w drzwi na średnią smartfonową półkę, przebiła jednak wszystkich. Kilka dni temu, na premierze Wiko View 2 i View 2 Pro poczułem się po prostu jak na spotkaniu ze znajomymi. Kameralnym, ciepłym, bez krztyny zadęcia, czy oficjałki. I ten styl podobał mi się najbardziej.

Wiko View 2, czyli… znowu notch

Impreza imprezą, ale o tym później – było nie było, bohaterem był telefon 🙂 Z moją towarzyszką przyszliśmy jako jedni z pierwszych (a nie wiem, czy nie pierwsi w ogóle 🙂 ) mieliśmy więc sporo czasu, żeby przyjrzeć się topowej (w Wiko unikają określenia „flagowiec”) linii francuskich smartfonów. No i kurczę nie przekonuje mnie ten notch. Przekonuje mnie argumentacja Beaty Kuć z Wiko, jeśli traktujemy przestrzeń wokół obiektywu jako dodatkowy ekran, taki jak w LG V10, to ma to sens. Ale – de gustibus non est disputandum, dla mnie ten „cycek” na górze jest po prostu nieładny.

Najważniejsze jednak, że telefony bronią się całą resztą. Metalowa obudowa jest daleka od robienia wrażenia topornej. Nie jest to półka flagowców konkurencji, ale można go położyć koło sprzętu droższego przeszło dwukrotnie (o tym później, na koniec 😉 ) bez obawy, że będzie wyglądał biednie.

O efektywności działania na co dzień nie powiem wiele, bowiem telefony na konferencji były w trybie pokazu, a do jego wyłączenia niezbędny był PIN 🙁 Ale myślę, że to kwestia czasu, a gdy View 2 Pro wpadnie mi w ręce. Wtedt będę mógł powiedzieć Wam o nim znacznie więcej. Nie mam jednak obaw – pamiętam moją przygodę z Wiko uFeel Prime. Tam obawiałem się SnapDragona z serii 4xx i okazało się, że niekoniecznie. Od tamtej pory minęło sporo czasu i „czterysetki” od Qualcomma, szczególnie wsparte 4 GB RAMu radzą sobie znacznie lepiej.

Cena kradnie serca

W oczekiwaniu na legitne testy warto rzucić parę liczb. Jak można się domyślić, „Oko Saurona” na przodzie kryje wyjątkowo porządny aparat. W tym przypadku jest to 16-megapikselowe „oczko”. Z tyłu natomiast mamy 2*16 Mpix (zwykły i 120 stopni) ze światłem f/1.75 dla View 2 Pro, bądź pojedynczy 13 Mpix f/2.0 dla wersji bez Pro. We wszystkich przypadkach mówimy o urządzeniach z optyczną stabilizacją, zarówno z tyłu, jak i z przodu (!). Apetycznie brzmi przede wszystkim ta lepsza wersja, fotograficznie na papierze robiąca wrażenie poziomie LG V30. Całkiem zgrabna bryła mieści 6-calowy wyświetlacz 19:9. Marudnym pewnie nie spodoba się, że w rozdzielczości 720p, z gęstością „zaledwie” 282 piksele na cal, ale ja tam pikselozy nie widziałem. Było dobrze. Oba modele różnią się też pamięcią – 4/3 GB RAM i 64/32 GB miejsca na pliki.

No i na koniec – kluczowa informacja. To, czym Wiko od samego początku wygrywa serca swoich użytkowników. Za View 2 Pro zapłacimy 1249 PLN, zaś za View 2 – 849 złotych. Tak – te ceny to nie pomyłka.

Kameralniej znaczy lepiej

Dawno nie byłem na tak ciekawie przygotowanej premierze telefonu, gdzie wszystko działo się bez zadęcia, bez fanfaronady i oficjalnych wypowiedzi gadających głów. Bardzo naturalnie wypadła w roli ambasadora Wiko Joanna Jóźwik, 5. zawodniczka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro i halowa rekordzistka Polski w biegu na 800 m. Nie siliła się na oficjałki. Mówiła po prostu do czego przydaje się jej telefon, czasami zdarzało się jej uroczo zakałapućkać, co oczywiście maskowała uśmiechem 🙂 A to wszystko obserwowało i brało aktywny udział – hmmm, nie liczyłem, ale mam wrażenie, że maksymalnie 30 osób.

Ponieważ impreza odbywała się na 11. piętrze biurowca przyległego do Złotych Tarasów, mieliśmy idealne widok do sprawdzania jak działa optyczna stabilizacja. Pomysł był świetny – wchodziło się na jakieś dziwne coś, co trzęsło się jak głupie ;), a do ręki dostawaliśmy selfie sticka z dwoma View 2 Pro. Stabilizacja działała tylko w jednym, nie było problemem trafienie w którym. A potem – wraz z rosnącą liczbą drinków (które goście mogli – pod nadzorem profesjonalisty – robić sobie sami) rzeczywistość przynajmniej w obiektywie Wiko View 2 Pro pozostawała idealnie ostra 😉