Ambra Cydr Lubelski Lodowy – szarlotka dla łasucha

Cydry… Wciąż terytorium przeze mnie nieodkryte. Jakoś tak albo nie było nam po drodze, albo trafiałem na odpowiedniki korpolagerów. Chodziły mi te cydry po głowie już od jakiegoś czasu, ale raczej krzyczały: „Chyliczki! Lodowe Chyliczki!”. Jednakowoż ze złapaniem Chyliczek jest spory problem, a ostatnio trafiłem w Carrefourze na Cydr Lubelski Lodowy.

Brat może i młodszy, ale nie głupszy 😉

„Ale jak to… Lubelski?” – powiecie. Ten Lubelski, który można kupić w – niektórym to ciężko przez gardło przechodzi – Biedronce? Ten, co stoi koło „wina marki wino” za 5 złotych? No… nie do końca ten. Tzn. bazą jest pewnie ten, ale kluczem jest ostatnie słowo nazwy. Cydr Lubelski Lodowy.

O wymrażaniu się zdaje już kiedyś pisałem, na pewno opisując najbardziej hardkorowy przypadek, czyli Sink The Bismarck. W skrócie – bierzemy napój w wersji podstawowej, wrzucamy do miejsca o temperaturze ujemnej, po jakimś czasie wyciągamy, wyrzucamy lód, reszcie dajemy odpocząć. Można tak kilka razy, czasami wyjdzie z tego niezły Bismarck, czasami zawód w postaci HopShota, a czasami…

…Cydr Lubelski Lodowy

Bałem się tego cydru. Bałem się, bo z jednej strony lodowy, ale z drugiej – kurde, jednak Lubelski, ta Biedronka człowiekowi z tyłu głowy siedzi. Tym bardziej, że jednak zelżyłem się o 29.99 PLN (bo promo w Kerfie było, normalnie prawie pięć dych. No ale cóż – gra Chorwacja, na boisku dramatycznie, wzbogaćmy więc emocje tymi smakowymi. Tzn. dopiero po jakimś czasie, bo najpierw trzeba zdjąć tę cholerną pancerną folię, a dopiero potem wyciągnąć (tak tak, to produkt premium!) – korek. A spod korka…

Słodko. Wyraźnie słodko, klimat nadzienia z szarlotki, ale znacznie bardziej jabłkowego, niż takiego… bo ja wiem, rozciapcianego. Jabłko, gęste, esencjonalne, soczyste, z bardzo wyraźnym cynamonem. To chyba ten cynamon podrzucił mojemu mózgowi szarlotkę. Gdy przechylimy szkiełko do ust… no kurczę, jak nie lubicie słodkiego, to nie kupujcie tego cydru. Na początku słodycz wręcz gwałci kubki smakowe, ale gdy skupimy się na smakach, na teksturze (i lubimy słodkie – no dobra bardzo słodkie) to początkowy gwałt okazuje się być całkiem przyjemnym bzykankiem 😉 Jest niewiarygodnie soczyście, mam wrażenie, że stopień wyżej i już czułbym w zębach miąższ. Nie odniosłem jednak wrażenia sztuczności, to faktycznie była esencja z jabłka. Po kolejnym łyku i przytrzymaniu napoju na języku pojawia się delikatna kwaśność i wyraźna cierpkość, nieodparcie kojarząca się ze skórką tego owocu. A to wszystko uzupełnia szarlotkowy cynamon. Obłęd.

Mówią, że lodowy z Chyliczek jest lepszy. Muszę go dorwać.