„Sznurówki” Hickies – bez technologii, dzięki technologii

Wahałem się długo nad tym tekstem, ale – jak to zwykle u mnie bywa – doszedłem do wniosku: „Why the hell? Czemu nie?”. Bo choć Hickies, o których piszę poniżej, ni cholery nie są produktem technologicznym, to dzięki technologiom powstały, no i ułatwiają życie, nie mniej, niż wiele napchanych krzemem gadżetów.

Hickies, czyli… co?

Dostajecie cholery, gdy co chwila rozwiązują się Wam buty? Ja tego nie cierpię, w wielu przypadkach: jak jest mokro (ohydztwo, potem to wszystko takie rozlazłe, mokre, bleeee!), jak sędziuję (tu biegną, a ja walczę, żeby się o własne nogi nie wyp…), jak gdzieś się spieszę… No multum jest takich przypadków, gdy rozwiązany but podnosi nam ciśnienie. A dzieci? O rany… Do mojego starszego syna chyba częściej mówię: „Buutyyy!”, niż „Kocham Cię” (a ciepłych słów potomstwu nie żałuję). Tzn. mówiłem – do czasu, gdy dostał Hickies 🙂

Hickies to jeden z tych pomysłów z Kickstartera, który ma sens 🙂 Jak wszyscy wiemy, zamydlić oczy cudnym BaaS (Bullshit as a Service) potrafi wielu, setki tysięcy dolarów często nie stanowi problemu, pytanie jednak – co potem? Cóż – potem można na przykład wyprodukować coś, co spowoduje, że problem z poprzedniego akapitu przestanie istnieć 🙂 W skrócie – Hickies to elastyczne paski, umieszczone w butach zamiast sznurowadeł. Żadne rocket science, prawda? Wtykamy, zapinamy i… cóż, to w zasadzie tyle. No dobra, potem jeszcze chodzimy 🙂

A to się nie zerwie? A noga nie boli?

Wiem, wiem – mnie też kwestie jako pierwsze przeszły przez głowę. Oczywiście w trakcie miesięcznych testów katowałem Hickies jak tylko mogłem. Przecież to mi ma być wygodnie, moja noga potrzebuje luzu przy wciskaniu, nie powinno być tak, żebym się martwił, czy „sprzęt wytrzyma”. Cóż – wytrzymał, bez żadnego problemu. Tylko raz najwyżej osadzony pasek w moich Pumach rozpiął się przy wkładaniu buta. W pozostałych przypadkach Hickies rozciąąąągaaaaaaałyyyyyyy się jak guma do żucia, ale ani razu nie „strzeliły”.

Kwestia wygody? Na początku trzeba się przyzwyczaić, choć to też w pewnej części kwestia konkretnego modelu butów. Mój syn w butach z Decathlonu na początek narzekał, że albo strasznie ciężko mu je włożyć, albo „klapią”. Udało się jednak znaleźć złoty środek dzięki… wyborowi sposobu wiązania. Na dołączanej do Hickies ulotce mamy bowiem rozrysowane kilka metod na umieszczenie pasków w butach i zależnie od ich wyboru obuwie trzyma się nogi ciaśniej lub luźniej. W przypadku dwóch par moich butów nie miałem żadnych problemów. Obuwie, w którym sędziuje mecze, leży idealnie, zaś widoczne na zdjęciu Pumy, nawet po przejściu niemal 20 kilometrów po ulicach Porto i spuchniętych nogach w żaden sposób nie sprawiały mi bólu.

W jednej paczce Hickies znajdziemy 14 pasków. Na początku gęba mi się ucieszyła, jak pomyślałem do ilu par butów je wepnę, ale… właśnie. Par. Czyli 7 na jeden but. Jakoś jednak dogadaliśmy się z Młodym, podzieliliśmy się 28 sztukami na 3 pary butów. I choć cena na pierwszy rzut oka może zszokować (na pewno zwykłe sznurówki są tańsze 🙂 ), to po pierwsze możemy zapomnieć o sznurówkach wpadających w kałużę, a po drugie – mam przeczucie, że wytrzymałością Hickies przebiją standardowe sznurówki.