Telephatic, czyli piwo… dziwne

Ostatnio na łamy trafiały raczej cydry, przyszła więc pora wrócić do piwa. Dzisiaj Telephatic z browarów Birbant i Szpunt. Piwo kooperacyjne i – jak przystało na polski kraft – nieco szalone. I nie, bez bakterii z pochwy 😉 Ale za to z chmielem, kawą, tonką i laktozą. Brzmi szaleńczo?

Dziwne? Bardzo dobrze 🙂

Jak ten Telephatic smakuje? – zapytałem barmana w Samych Kraftach Vis-a-vis.

Jest… dziwny.

Aha. W to mi graj 🙂 Zamówiłem zatem wypust Birbanta i Szpunta, niosąc go do stolika wspólnie z zamówionym dla mojej towarzyszki mango summer ale. Wyglądały – hmmm, dość podobnie, więc jak przystało na dżentelmena, oddałem próbę w ręce Damy:

To na pewno nie jest moje – bold nie bez przyczyny, idealnie korelował z wyrazem twarzy rozmówczyni 🙂 i mogłem już być w stu procentach pewien, za które piwo mam się łapać. Wciąż co prawda nie wiem, jak mogłem nie odróżnić milkshake IPA od mango summer ale… może jedno i drugie było na początku nieco zbyt chłodne?

Telephatic, czyli miks nieco nieuczesany

Później było już lepiej i faktycznie pojawiła się łagodna kawa z mlekiem. W smaku natomiast… cóż, barman miał rację. Dziwnie jak cholera. Taki właśnie – jak w śródtytule – miks nieco nieuczesany. Gdybym miał wybrać jedną cechę, charakteryzująca Telephatic, byłaby to tonka. Faktycznie piwo jest smukłe, strączkowe, takie „gęste, ale nie gęste”. Takie… puchate w fakturze. Jednak, choć miks tego wszystkiego wydaje się szalony, to naprawdę fajnie się pije. Dziwnie, to fakt – bo z jednej z strony lacto, z drugiej chmiele, a z trzeciej jeszcze kawa. Choć jednak mózg wydaje się głupieć, to akurat moje kubki smakowe były całkiem zadowolone. Takie szaleństwa pić mogę. A nawet takie z byczymi jajami. Na szczęście Birbant na rozstajach dróg wybrał tę sensowniejszą nitkę.

Foto z FB browaru Birbant