AfterShokz Trekz Air – Słuchaj muzyki na rowerze

W erze, gdy zalewa nas audio-smog, produkować słuchawki, które nie tylko nas od niego nie odcinają, ale wręcz pozwalają nam go słyszeć? Brzmi nieco szaleńczo, nawet dla takiego gadżeciarza jak ja, którego kręci fakt, że AfterShokz Trekz Air bazują na przewodnictwie kostnym. Tego typu sprzęt ma jednak jedną bardzo konkretną – i w dzisiejszych czasach całkiem sporą – grupę docelową. Uprawiających sport.

Cisza nie zawsze pomaga

Lubię słuchać muzyki., Nie to, żeby była mi niezbędna do życia, ale czasem lubię umilić sobie nudę. Np. jazdę do pracy na rowerze, czy biegowy trening. Tymczasem w pierwszym przypadku nie założę słuchawek, bo boję się, że nie usłyszę trąbiącego na mnie auta, a w drugim – że biegając w nocy przegapię wyskakującego z krzaków napastnika. To drugie to może nieco przesada, ale od czasu jak miałem taki deal z byłą żoną, wbiłem to sobie w głowę i tyle. Zostało 🙂

Na pomysł słuchawek AfterShokz Trekz Air wpadł Ludwig van Beethoven. Jak wiemy, genialny kompozytor zmagał się z głuchotą, więc komponując trzymał w zębach kawałek metalu, który przewodził muzykę bezpośrednio do jego czaszki. Trekz Air działają na podobnej zasadzie, choć na szczęście są „nieco” wygodniejsze 🙂 Trekzy to zaledwie 30 gramów plastycznego plastiku (wiem, masło maślane, ale chodzi o to, że łatwo dopasowują się do głowy 🙂 i elektroniki. Po założeniu ich na głowę, można zapomnieć, że cokolwiek na niej mamy! Kluczowym elementem są przetworniki na końcach, dotykające czaszki. Moi sceptyczni koledzy mówili: „Przecież to z nich słuchać muzę, ściema!”. Cóż – szczęka im opadała, gdy zatkali uszy. Wtedy dźwięki słyszeli znacznie lepiej 🙂 Co ciekawe – choć w sumie nie „ciekawe”, oczywiste po prostu – muzyki można było słuchać również… czołem. No ale słuchawki przytknięte akurat tam wyglądają dość dziwnie 🙂

Trekz Air nie dla audiofila

Oczywiście coś za coś, nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewa się, że muzyka z Trekz Air rzuci go na kolana. To nie są Bose QC 35, gdzie dźwięk całkowicie nas otula. Tutaj mamy go przede wszystkim słyszeć i patrząc pod tym kątem – jest nieźle. Jakoś nie jest znakomita, ale jest dobra, taka mocna 4, może z plusem. Jak na sprzęt, który ma być wygodny i nie odcinać nas od otoczenia – dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. No i wodoodporny – do basenu z nimi nie wchodziłem, ale ekstremalny test potu podczas kwadransa w saunie parowej przeżyły bez żadnego problemu.

I o ile dźwięk „przychodzący” na kolana nas nie rzuci, to „wychodzący” już tak. Wszystkie słuchawki, które wpadają mi w ręce, testuję również podczas rozmów telefonicznych i Trekz Air w tej kategorii okazały się być na poziomie wspominanych Bose. To pierwsze od dwóch lat słuchawki, przy których ani razu nie usłyszałem od rozmówcy: „Przez co ty rozmawiasz? Weź normalnie telefon do ręki!”.

No i last, but not least – świetnie sprawdzają się w mobilnych strzelankach. Jeśli bowiem ustawimy wysoki poziom głośności, drgania przetworników będą wyraźnie odczuwalne. O ile przy muzyce niektórym może to przeszkadzać, to już w przypadku PUBG Mobile daje nieocenioną pomoc. W końcu kiedy mamy wątpliwości, w której słuchawce bardziej słyszymy wroga, łatwiej rozpoznać, która intensywniej drży, prawda?