438 piw – i co teraz?

Ten tekst miał wyglądać inaczej. Ba, napisałem go nawet przed świętami, potem musiałem go chwilę przemyśleć, aż… pojawiły się statystyki z Untappd, Your Year in Beer 2018. I kurde napiszę go trochę inaczej, choć idea pozostaje ta sama. Nie pasuje to do piwnego blogera. Ale z drugiej strony – w porównaniu do innych kolegów to o ile blogerem nazwać się bez problemów mogę, o tyle piwnym to blogerzątkiem raczej. O co chodzi? Przestaje mnie kręcić piwo. Mam przesyt.

Piwo stało się wtórne

Niby 438 piw za mną, nieco ponad jedno dziennie (bez przesady, tam są sample, czasami nawet 2-3 łyki od kogoś; że o „pięćdziesiątkach” z One More Beer nie wspomnę). Ale z drugiej strony już ze 3 miesiące zbieram się do napisania tradycyjnego tekstu o degustacji. Czemu tyle? Bo zastanawiam się, czy to ma sens. Piję te piwa, bo lubię, ale np. najchętniej w domowym zaciszu. Nie kręci mnie chodzenie do multitapów, dostaję drgawek na myśl o premierze z tłumami ludzi. Przez ostatnie 3 miesiące w multitapie byłem tylko dwa razy, w obu przypadkach w towarzystwie wspomnianej w ostatnim tekście motywatorki 🙂. Dobra, trzy razy. Raz z nudów sam, ale generalnie multitap pasował mi tylko wtedy, gdy miejsce było wtórne. Nawet piwo było wtórne (choć wybierałem jednak te, które planowałem 🙂 ).

Kluczem było towarzystwo. A istotnym aspektem fakt, że za każdym razem wychodziliśmy z wielokranu jako ostatni, po subtelnej uwadze last kelnerki standing, że jeszcze kwadrans i zamykają, a jak coś jeszcze chcemy zamówić to właśnie teraz. Pijąc te piwa i tak miałem wrażenie, że w szerszej perspektywie i tak są do siebie podobne. Poza tym, to całe siedzenie z kinolem w szkle wydało mi się nagle takie… pretensjonalne.

Na cholerę?

Nie jestem znanym vlogerem z blogu blog znanego vlogera com. Jeśli zdarzy mi się nieco przedawkować, to nie robię tego w światłach kamer. W ogóle przedawkowuję rzadko i na melancholijnie. Z jednym punktem wspólnym dla wszystkich tego typu sytuacji – dzieje się tak wyłącznie na festiwalach piwnych. Nie rozbijam się od ściany do ściany, nie drę mordy do ludzi. Po prostu wychodzę, idę do taksówki albo autobusu, jadę do siebie i idę spać. A rano muszę spojrzeć na moje notatki albo na Untappd, zastanawiając się, czy ja te piwa naprawdę piłem?

Dochodząc do siebie po ostatnim WFP doszedłem do prostego wniosku. Składał się z dwóch słów. Na cholerę? Uwielbiam piwo i nie zamierzam z niego rezygnować, ale muszę trochę przewartościować swoje podejście. Zastanawiam się, czy w ogóle chodzić jeszcze na WFP (na pewno nie zrezygnuję z One More Beer Festival), a jeśli tak – nie rzucać się na wszystkie nowości jak dzik na żołędzie. Wstępnie zaplanować co chcę, wypić ze 6, może 8 na spółkę ze Szwagrem (a nie zastanawiać się, czy przekroczę 30, z których i tak połowy nie zapamiętam).

Ile tego było?

Zmiany w moim życiu, które miały miejsce przez ostatni mniej więcej rok nauczyły mnie jednego. Hasło „Niczego nie muszę” stało się moim nowym życiowym mottem (spod którego wyjmuję tylko dbanie o to, by moi synowie wyrośli na porządnych ludzi). Muszę wymyślić jakiś nowy pomysł na piwną część mojego bloga, degustacje i opisy piw da się znaleźć wszędzie. Może Wy macie w głowie coś, czego Wam w piwnej blogosferze brakuje?

Piwo bezdyskusyjnie w moim życiu pozostanie, za bardzo je lubię, żeby z własnej woli rezygnować z przyjemności, tak samo, jak nie zamierzam przestawać pisać, przede wszystkim z powodów, które opisałem trzy i pół roku temu w pierwszym tekście na tym blogu. Tak więc wybaczcie, ale przez kolejne „piwne” wpisy będę próbował, „macał”, docierał pomysły i bardzo proszę o Wasze komentarze. Bo o ile pisać lubię, to przede wszystkim robię to dla Was. Dla siebie mógłbym pisać w Wordzie i cieszyć się, jaki jestem zajebisty.

A podsumowując ubiegły rok, z lekkim opóźnieniem, bo to już prawie luty:

  • 438 piw
  • 170 browarów
  • 87 styli (stylów?)
  • 84 RISy, najpopularniejszy styl by faaaaaaaar 🙂
  • 4.04 jako średnia ocena RISa
  • 17 piw z Mikkellera (najpopularniejszy, też by far)
  • 147 checkinów, czyli 33,5 procenta w moim miejscu zakwaterowania; to kolejny dowód na to, że preferuję piwesio w domowym zaciszu
  • 45 unikalnych miejsc w…
  • 2 krajach (kłania się mój city break do ukochanego Porto <3 )

Ciekawe jak będzie w 2019, bo trochę zmieniłem podejście do Untappd. Teraz będę wpisywał wszystkie wypite piwa, a nie tylko te, które spożywałem po raz pierwszy.