Leaving Neverland, czyli sczeźnij w piekle, pedofilu

Dawno mnie tu nie było, ale to dlatego, że czekałem, aż „urodzi” mi się temat na felieton. Chciałem zachować ciągłość gadżet-piwo-felieton i trochę to trwało. Aż obejrzałem Leaving Neverland, po którym emocje buzują we mnie już od kilku dni. I ni cholery nie chcą przestać.

Niezależnie od spojrzenia na tę sprawę, ten film nikogo nie pozostawi obojętnym. Co więcej – mam wrażenie, że rozwarstwia społeczeństwo jeszcze bardziej, niż polska scena polityczna, w efekcie czego „strony” popadają w skrajności. W znacznej większości rolę grają emocje, mam wrażenie, że mało kto stara się o tym wszystkim najpierw pomyśleć. Albo: „Majkel niewinny!!!1111jedenjeden” albo: „Pedofil pie***lony!”.

Jak tak można…

Ja zdecydowanie jestem po stronie tej drugiej, ale nie tak drastycznie rzecz jasna. Oglądając Leaving Neverland starałem się analizować na chłodny wypowiedzi Wade’a Robsona i Jamesa Safechucka. Nie tylko słuchać słów, ale też obserwować mimikę, mowę ciała. A nade wszystko nie oceniać, tylko zastanawiać się nad mechanizmami tego zdarzenia. Nad wielostopniową, rozbudowaną, cyniczną, w każdym elemencie zaplanowaną manipulacją Jacksona. Wzorcowym, książkowym uwodzeniem, nie tylko dzieci, ale także ich rodzin! Podobne uczucie obrzydzenia jak Jackson (część oglądałem przy śniadaniu, miałem problem z przełknięciem kanapek…) budzi matka Robsona. „Majkel nas zostawił”. Ona jest zszokowana, że syn mówi, że nic do niej nie czuje, serio? Jasne, jestem emocjonalny, mam 10-letniego syna, a moja partnerka 8-letniego, to są dzieci w wieku Robsona i Safechucka, gdy dobrał się do nich Jackson!

Nie jestem w stanie zrozumieć sytuacji, gdy rodzic (nieważne, matka czy ojciec) daje takiemu malcowi spać w jednym łóżku z dorosłym mężczyzną, no nie!

Matka Safechucka w pewnym momencie zrozumiała, u niej widać żal i pokorę. Ale ta od Robsona, przez cały film emocjonowała się tym jaki zajebisty był Majkel!

„Robią to dla pieniędzy”

Gówno nie dla pieniędzy. Robson jako choreograf gwiazd mógłby sobie podcierać tyłek studolarówkami. Wyjście do świata z tak traumatycznymi przeżyciami to nie jest spacer do sklepu po bułki. Przeraża mnie prostota myślenia obrońców Jacksona (w sensie całego tego pożal się Boże ruchu #MJisinnocent), nie prawników.

Czemu ofiary nie były w stanie powiedzieć co się stało, a wręcz kłamały w procesach na korzyść Jacksona? To właśnie efekt wielostopniowej. rozbudowanej, cynicznej, przemyślanej, w każdym elemencie zaplanowanej manipulacji Jacksona. Tak, wiem, że już to pisałem. Chcę to Wam, drodzy czytelnicy, wbić w głowę. Nie bez przyczyny Jackson robił to dzieciom, w których rodzice nie zdążyli jeszcze wykształcić mechanizmów obronnych, tego co jest – w zakresie cielesności i seksualności – dobrem i złem.

Jestem w stanie zrozumieć, że Robson i Safechuck dopiero, gdy im urodzili się synowie, zrozumieli. Że dopiero wtedy pękły tamy i zdali sobie sprawę, że to działo się z nimi, było od początku złe. Robson mówi wręcz, że to było zero-jedynkowe, taka nagła jasność:

K***a, przecież jakby ktoś zrobił coś takiego mojemu synowi to bym zabił!

Ja przez cały film miałem wrażenie, że oni ciągle Jacksona w głębi duszy… kochają. Jak ten człowiek strasznie ich zepsuł, że to jeszcze w nich siedzi. Że siedziało poczucie potencjalnej winy, że jeśli powiedzą prawdą, to Majkel pójdzie do pierdla (a tam, jeśli w USA jest jak u nas, nie przeżyłby długo…). Jest taki moment, jak któryś z nich mówi: „Majkel mówił, że jeśli źli ludzie się dowiedzą, to OBAJ pójdziemy do więzienia”. Kurde, książkowa manipulacja dzieckiem, prawda? Nie pomyślałbym, że to zostaje w umyśle do dorosłości…

O zmarłym dobrze albo wcale?

Przeraża mnie to, jak wielu ludzi nie rozumie i z założenia broni Jacksona. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że ci sami ludzie, którzy bronią pedofila, wylaliby wiadro gówna (skądinąd słusznie) na robiących to samo księży. A gościa, który byłby anonimowy, a którego oskarżono by tak samo jak Majkela, najchętniej ukamienowaliby własnoręcznie. O zmarłym dobrze albo wcale? Bullshit. Bo był gwiazdą? Bullshit!!! Jakoś na takiego Kroloppa (książkę Marcina Kąckiego „Maestro” polecam tylko prawdziwym twardzielom, jedyny raz w życiu myślałem, że z obrzydzenia zwymiotuję przy lekturze) wszyscy jechali równo, słusznie rzecz jasna. On w sumie też był – na poziomie lokalnym – gwiazdą. Co więcej – schemat jego działania w sporej części przypomina mi to, o czym słyszałem w Leaving Neverland, de facto jeszcze uwiarygodniając to, co mówiły ofiary Jacksona.

I tak, uważam, że nie ma prawa do obrony. Bo jest wystarczająco dowodów na to, że był nie tylko genialnym muzykiem. Był też – a może przede wszystkim – zwyrodniałym skurwielem, który gwałcił dzieci. Odebrał im nie tylko dzieciństwo – tak naprawdę zniszczył im życie.

Sczeźnij w piekle, pedofilu.

Photo: screenshot from the official trailer of Leaving Neverland